Szkoły w Powiecie Nowodworskim szykują się do strajku. Procedury już zostały uruchomione gdyż aby zastrajkować – trzeba z dużym wyprzedzeniem wejść spór zbiorowy z pracodawcą (co dla szkoły oznacza spór z dyrektorem). Jest to oczywiście tylko figura prawna, bo ani organ prowadzący (Gmina dla szkół podstawowych i przedszkoli, Powiat dla szkół średnich), ani dyrektor nie są winni całego zamieszania. Związkowcy ze szkół na terenie powiatu już złożyli stosowne dokumenty i spór trwa. Od nauczycieli i innych pracowników szkoły zależy czy zakończy się on strajkiem.

Jak mówi pani Danuta Stępniewska (Prezes ZNP na Powiat Nowodworski) “w poniedziałek 11 marca mają się w miejscowych placówkach odbyć referenda, w których każdy pracownik szkoły będzie musiał opowiedzieć się “za” lub “przeciw” strajkowi. W referendum musi wziąć udział minimum 50% wszystkich pracowników szkoły” (a więc nie tylko nauczyciele!). Zobowiązanie się do strajkowania podczas referendum wciąż nie oznacza, że dana szkoła musi przystąpić do strajku – jednak z rozmów toczonych w pokoju nauczycielskim widać, że determinacja wśród nauczycieli jeszcze nigdy nie była tak silna.

Do strajku ZNP ma dołączyć również związkowa Solidarność, co samo w sobie jest już mocnym sygnałem, że nauczyciele łączą siły w walce o poprawę sytuacji w oświatowych zarobkach:

  • Clausewitz mawiał: chcesz pokoju, szykuj się do wojny. My dzisiaj mówimy wyraźnie: zwieramy szeregi, motywujemy ludzi byśmy się nie dali zastraszyć i podzielić. Dla mnie niebywałą satysfakcją jest to, że do strajku dołączają się przedstawiciele „Solidarności”, chociaż w komunikacie na ich stronie czytamy, że strona rządowa nieformalnie prosiła ich o to, by nie wchodzili w alianse z innymi związkami zawodowymi – stwierdził Sławomir Broniarz w wywiadzie dla Onetu.

Strajk ma rozpocząć się 8 kwietnia, natomiast na 10, 11 oraz 12 kwietnia zaplanowane są Egzaminy Gimnazjalne. Tydzień później, 15, 16 i 17 kwietnia to termin egzaminu ósmoklasisty. Strajk w tym czasie z całą pewnością budzi kontrowersje, jednak czy słusznie? Druga strona sporu, czyli Ministerstwo Edukacji Narodowej z minister Zalewską na czele grzmi w mediach “Szkodzicie w ten sposób przede wszystkim dzieciom!”. MEN wydaje tysiące złotych na artykuły w najbardziej poczytnych mediach w Polsce. Czytamy o podwyżkach jakie nauczyciele dostali w ostatnich latach i jakie dostaną już wkrótce. Maszyna propagandowa ruszyła pełną parą, jednak od podwórka wygląda to zupełnie inaczej.

Egzaminy gimnazjalne i ósmoklasisty nie są nikomu potrzebne do szczęścia. Z wyjątkiem elitarnych placówek (które często i tak mają swoje własne egzaminy wstępne) wszystkie licea, technika i szkoły zawodowe przyjmują uczniów po zaniżonych progach. Praktycznie każdy, niezależnie od wyniku egzaminu ma drzwi otwarte do szkoły – a to ze względu na niż demograficzny i walkę o ucznia (za którym idzie przecież dotacja). Szkoły aby nadal funkcjonować zachęcają absolwentów podstawówek i gimnazjów do nauki w ich progach. A co gorsza, uczniowie gimnazjów doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Wiedząc, ze wynik egzaminu na koniec gimnazjum nie ma wpływu na dalszy los ucznia, tenże uczeń ma kompletnie lekceważące podejście do tego wydarzenia. Zdarzają się uczniowie, którzy wychodzą wcześniej z egzaminów, żeby zdążyć na wcześniejszy autobus do domu. Dochodzi do sytuacji, kiedy to tylko nauczycielowi zależy na dobrym wyniku, gdyż to on jest rozliczany przed dyrektorem, dyrektor przed organem prowadzącym, a organ prowadzący przed swoimi zwierzchnikami. Gdzież więc ten mityczny “stres” z przeniesieniem egzaminu na inny termin?

“Nie będzie innego terminu” zapowiadają Kuratoria? Bzdura! Taki termin zawsze był i będzie, choćby dla uczniów, którzy ze względów zdrowotnych nie mogli przystąpić do testów w pierwszym terminie.

Jest również kwestia pensum nauczyciela i liczby godzin, za które otrzymuje wynagrodzenie. W tej kwestii wiele już zostało powiedziane. Zastanówmy się jednak dlaczego średnia wieku nauczyciela w Polsce wynosi 50! lat, a nowi nauczyciele nie chcą rozpoczynać pracy w szkołach lub uciekają z nich po pierwszym roku pracy? Być może dlatego, że praca z dziećmi jest wyzwaniem trudnym, a nieustanne poczucie bycia w potrzasku między roszczeniowymi rodzicami a dyrektorem który wymaga wyników odstrasza wszystkich “nowych” pd zawodu.

Czy nie słusznie więc nauczyciele chcieliby zarabiać więcej niż pani na kasie w supermarkecie? Niestety w tym momencie tak wyglądają realia polskiej szkoły a strajk jest szansą na zmianę.