grafika: Andrzej Grabowski

Jak podaje niemiecki Reuters, były strażnik obozu koncentracyjnego KL Stutthof, który w listopadzie poprzedniego roku pierwszy raz trafił na wokandę niemieckiego sądu za zbrodnie Holocaustu prawdopodobnie uniknie kary, ze względu na swoje zdrowie.

Oskarżony wprowadzony pierwszy raz do sali sądowej na wózku inwalidzkim zaprzeczał oskarżeniom jakoby przyczynił się do śmierci więźniów podczas swojej służby w obozie w latach 1942 – 44, w którym zostało zabitych lub zmarło z wycieńczenia około 65 000 ludzi (w tym wielu Żydów).

Sąd w Muenster (w Nadrenii Północnej-Westfalii) zamknął proces przeciwko 95-letniemu byłemu esesmanowi, z powodu problemów zdrowotnych oskarżonego, co niemal na pewno zakończy jedną z ostatnich spraw sądowych przeciwko Holocaustowi.

Stan oskarżonego, którego nazwiska nie wolno upubliczniać ze względu na ochronę danych osobowych, został określony na “permanentnie niezdolny” do przejścia świadomie przez proces sądowy. Proces najprawdopodobniej zostanie zawieszony bezterminowo.

Dyrektor Muzeum, pan Piotr Tarnowski wydał na stronach muzeum oświadczenie, w którym w gorzkich słowach mówi o rozczarowaniu, które odczuwa:

“Jak donoszą media były esesman, ****** ****** nie zostanie rozliczony przez sąd za pomoc w zamordowaniu kilkuset osób w niemieckim obozie koncentracyjnym Stutthof. Sąd uznał, że ze względu na nieuleczalną chorobę nie jest w stanie śledzić przebiegu procesu i w wystarczającym stopniu reprezentować swoich interesów, a niezdolność do udziału w procesie jest trwała. Muzeum Stutthof w Sztutowie nie było stroną w procesie, który niedawno został umorzony w Münster, dlatego moja wiedza na ten temat pochodzi wyłącznie z doniesień medialnych. Choć posiadam własne zdanie, to uważam, że byłoby dalece niestosowne komentowanie decyzji innych organów, szczególnie zagranicznych. Wspomnę jedynie o rozczarowaniu.

Niemieccy prokuratorzy odbyli na terenie Muzeum Stutthof wizję lokalną, przedstawiliśmy im sposób funkcjonowania i założenia obozu koncentracyjnego, jego obiekty i urządzenia. Osobiście wykluczam możliwość, by jakikolwiek strażnik służący w KL Stutthof na wieżach wartowniczych nie wiedział co się działo w obozie. Gdy proces rozpoczynał się, miałem nadzieję, że sprawiedliwość dosięgła po latach sprawcę zagłady. Byłby to dobry znak dla Ofiar niemieckich obozów koncentracyjnych i ich rodzin, że oprawcy będą sądzeni. Miał być także sygnałem dla sprawców, że nawet mimo ich sędziwego wieku, zbrodnie nie ujdą im płazem. Ten sygnał miał mówić wyraźnie: „nie możecie spać spokojnie”.

W sposób oczywisty rodzi się pytanie, dlaczego sprawiedliwość upomniała się o nich tak późno? Nie znajduję powodów i nie podzielam tych, które znam by usprawiedliwić taką opieszałość w sądzeniu zbrodniarzy. Kara nie może być zemstą, ale uważam, że każdy członek załogi obozów koncentracyjnych – bez względu na rolę i funkcję – jest winny niedoli ofiar, którym zadawano śmierć i ból oraz odzierano z godności. Stąd moje rozczarowanie.”

Pełne oświadczenie można znaleźć na stronach muzeum:

OŚWIADCZENIE